|
Hintertux Gletscher + Dachstein Pleasure Jam Freestyle Trip |
|
|
|
|
Napisał Tymono
|
|
czwartek, 16 listopad 2006 |
|
Strona 1 z 6  Pierwszy tegoroczny wyjazd na deskę długo był wielką niewiadomą. Ze względu na loterię pogodową, związaną z generalnym brakiem śniegu, data i miejsce zmieniały się co tydzień, a nawet częściej. Najpierw plan na Mondial du Snowboard, kultową imprezę w Les 2 Alpes we Francji nie wypalił z wielu różnych powodów, potem wyjazd zaplanowany prawie na 100% czyli Kaunertal Opening w Austrii też trzeba było odpuścić... Wszyscy już generalnie chodzili po ścianach nie mogąc się doczekać małego shreddingu początkowo-sezonowego, tym bardziej, że w Zakopanem ostro sypnęło śniegiem. Po paru dniach ostrego kombinowania, sprawdzania pogody i zastanawiania udało się. Jedziemy na Hintertux, a zaraz potem odwiedzimy Pleasure Jam na Dachstein. Oesterreich welcome to.
Okazało się, że chętnych do rozpoczęcia sezonu właśnie w Austrii nie brakuje, tak więc z samego Zakopca udało się zebrać trzy samochody lokalnych amatorów białego szaleństwa (o śnieg chodzi oczywiście). Wybrali się Jasiek Krzysztof, Staszek Karpiel, Szczepan Karpiel, Michał Nikliński, Kuba „Stajla” Pawlikowski i wielu innych... W sumie trzynaście osób. Taka grupa Polaków w samochodach z góry na dół w naklejkach snowboardowych i freeskiingowych u Austriaków budzi uczucia raczej mieszane, ale najbliższe przerażeniu, bo Tyrolczycy świetnie pamiętają złote czasy summercampu SPC. Kto nie był ten niech wie, że po tej imprezie miasteczko Mayrhofen, które gościło obóz, wyglądało jak po najeździe Wikingów. Bez rzucania nazwiskami napiszę tylko, że nasi mieli w tym swój udział i pozostawiło to trwały ślad w psychice naszych dalszych sąsiadów.
 Plan wyjazdu był bardzo prosty – jedziemy w niedzielę rano, tak żeby się jeszcze wieczorem wyspać i od rana jazda – Hintertux czeka! Dodatkową motywacją był mail od Anity, która tam właśnie pracuje. Napisała, że tydzień wcześniej mieli spore opady śniegu, a na poniedziałek prognoza pogody: sanszajn. Jak się ma w perspektywie takie warunki to aż się chce jechać! Zapakowaliśmy się we trzech (ja, Jasiek i Roman) do Seata Arosy 1.7SDI i jedziemy. Podaję markę samochodu bo ten kto wie jak ów pojazd wygląda doceni geniusz rozplanowania ułożenia bagaży trzech osób w tym sporej ilości sprzętu (deski, narty, łopaty, itd...) w środku. Co więcej udało nam się pobić rekord prędkości z jaką samochód o kryptonimie bojowym „czarna strzała” może się poruszać przy obciążeniu przekraczającym trzykrotnie jego masę: 170km/h! Czekamy na potwierdzenie tego doskonałego wyniku w formie zdjęcia z fotoradaru od miejscowej policji. |